Na początku szlaku, na przełęczy Krowiarki znajduje się kasa Babiogórskiego Parku Narodowego, gdzie trzeba kupić bilet wstępu, kiosk z pamiątkami, kilka ławek. Kawałek od przełęczy w kierunku Zubrzycy jest duży parking. Oprócz mnie na szlak wychodzi tylko ta wycieczka, z którą przyjechałam i kilka innych osób. Fragment do Sokolicy jest dość męczący, bo szybko pokonuję się przewyższenie 300 metrów. Można się zasapać. Widoków raczej nie ma, z wyjątkiem kilku miejsc, gdy między drzewami pojawia się Pasmo Polic. Sam las jest jednak piękny - roślinność bujna, soczysta, pięknie prezentuję się zwłaszcza w porannym słońcu.
Sokolica jest pierwszym punktem widokowym na szlaku. Panorama bardzo szeroka - widać północne stoki Babiej Góry i Zawoję z otaczającymi ją górami. Mimo, ze generalnie jest ciepło, to tam zaczyna wiać wiatr i ubieram kurtkę. Zaraz za Sokolicą kończy się las i zaczyna kosodrzewina. Jestem już na wysokości powyżej 1400 m npm i mimo, że jest czerwiec gdzieniegdzie pokazują się płaty śniegu. Szlak jest tu łagodny i idzie się znacznie lżej niż wcześniej. Do tego te widoki! W którymś momencie pokazują się Tatry. Widać też Małą Babią Górę. Po drodze pustki - poza "moją" wycieczką prawie nie ma ludzi. Mijam kolejne kulminacje i kilka razy wydaje mi się, że tuż przede mną jest już szczyt, ale za każdym razem, gdy na ten domniemany szczyt wchodzę, widzę przed sobą kolejny jeszcze wyższy. W którymś momencie staje się to nawet denerwujące. Wreszcie jednak staję na tym zdecydowanie najwyższym. Mocno wieje, więc chowam się za ułożoną z kamieni ścianą i podziwiam okolice Zawoi. Kilkoro ludzi wspina się Percią Akademicką - ja też chciałabym się tam wybrać. Podpytuję więc o warunki. Mówią, że w kilku miejscach śnieg. Jak tak, to chyba jednak zrezygnuję. Niestety gromadzi się sporo chmur, co sprawia, że dalsze góry są lekko zasnute mgłą. Z drugiej jednak strony te chmury, które są nad Babią są tak nisko nade mną, że chciałoby się wyciągnąć rękę i je złapać - wrażenie niesamowite. W miarę upływu czasu ludzi coraz mniej. Chociaż nie mogę się napatrzyć, to czas ruszyć dalej w kierunku Przełęczy Brona. Z pustego, bardzo widokowego szlaku dostrzegam całą Perć Akademicką. Chwilę zatrzymuję się na przełęczy i idę dalej do Markowych Szczawin. Szlak jest tu w większości stromy i trzeba patrzeć pod nogi. Dookoła bujna roślinność. Wśród niej sporo niewielkich roślinek o podłużnych harmonijkowatych liściach. Nigdy takich nie widziałam, więc fotografuję je z każdej strony. Tuż przed schroniskiem zaczyna kropić deszcz. Na Markowych Szczawinach plac budowy. Stare schronisko rozebrane, nowe w budowie, a prowizoryczny bufet działa w sąsiednim budynku. Niestety do środka wejść nie można. Pozostaje siedzenie na dworzu - na szczęście deszcz przestał padać. Przyglądam się budowie - coś nie podoba mi się ten nowy budynek. Ten stary był mały, ale miał swój charakter, a ten przypomina mi jakąś masową produkcję. No i jest znacznie większy od poprzedniego. Niemniej ciekawa jestem efektu końcowego.
Od Markowych Szczawin szlak jest już znacznie mniej ciekawy, cały czas biegnie lasem. Z Zawoi Markowej, w której się kończy, jest jeszcze spory kawałek do Wilcznej, w której mieszkam. Zgodnie z rozkładem powinien być za chwilę autobus, więc postanawiam poczekać. Ale tu niespodzianka - mimo długiego oczekiwania autobus nie przyjeżdża, więc jestem zmuszona iść na pieszo. Od tej pory z przymrużeniem oka traktuję wszystkie rozkłady!